Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walktrendy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walktrendy. Pokaż wszystkie posty
Zazwyczaj opisuje tu wydarzenia, które miały miejsce w mojej dalekiej przeszłości, czasem zdarzają się wspominki z lat niedawnych. Tym razem jednak opiszę wam moją wizytę w gabinecie kosmetycznym, która odbyła się całkiem niedawno - bo pod koniec maja bieżącego roku. Nie będę ukrywać, że cała idea wypróbowania najróżniejszych zabiegów oraz kosmetyków ukierunkowanych przede wszystkim dla kobiet, jest dla mnie zabawą, ale też doświadczeniem, które pozwoli mi realizować te bardziej dalekosiężne projekty. Muszę natomiast przyznać, że pójście na woskowanie okolic bikini, było dla mnie stresujące i śmiech przeplatał się ze strachem dotyczącym bólu jaki nieuchronnie mnie czeka.

Gabinet, do którego się udałam został znaleziony zupełnie przypadkowo - wpisałam w wyszukiwarkę "depilacja woskiem kraków" i trafiłam do Active Woman. Wpis ten  nie jest w żaden sposób sponsorowany, dlatego z czystym sumieniem mogę polecić ten gabinet kosmetyczny każdej mieszkance Krakowa, zwłaszcza, że poza całym wachlarzem zabiegów oraz zajęć dla pań, dysponuje on niesamowicie sympatyczną kadrą, która stara się zniwelować strach oraz rozwiać wątpliwości związane z (w moim przypadku) depilacją woskiem.

Muszę gorąco polecić Panią, którą przeprowadzała zabieg - Pani Ewa nie dość, że przesympatyczna, to (jak zobaczycie w filmikach poniżej) potrafiła maksymalnie skupić moją uwagę na rozmowie z nią, bym nie skupiała się aż tak na (mimo wszystko) średnio przyjemnej części mojej wizyty. Nie wyobrażam sobie co by było, gdybym miała w ciszy i skupieniu czekać na oderwanie plastra z okolic bikini.

Salon jest bardzo estetyczny, posiada wiele pokoi przeznaczonych do najróżniejszych zabiegów, a ten do którego trafiłam ja przypominał mi nieco gabinet masażu przez delikatnie przyciemnione światło i zapach olejków eterycznych. Jeżeli któraś z was interesowała się woskowaniem bikini, to wiecie, że istnieje kilka modeli - ja wybrałam to najgłębsze, bo skoro miał to być eksperyment, uznałam że tak będzie najciekawiej. Bikini Hollywood - bo tak się to nazywa jest depilacją, która pozwala na usunięcie owłosienia z absolutnie całej intymnej powierzchni. Po wejściu do pokoju dostajemy nawilżone chusteczki, które pozwolą nam się odświeżyć i poczuć bardziej komfortowo oraz jednorazowe stringi, by nie czuć się zupełnie obnażonymi.


Jeżeli chcecie zdecydować się na ten zabieg to (dziwnie to może brzmieć) należy zapuścić włoski tak, by miały co najmniej 0,5 cm - tylko przy co najmniej takiej długości zabieg ma sens i można spodziewać się efektów. Ból sam w sobie nie jest tak straszny jak można to sobie wyobrazić - oczywiście są miejsca bardziej wrażliwe i lepiej ukrwione, w których da się odczuć pewien dyskomfort. Były chwile, w których łzy mi podeszły do oczu - nie ma się co dziwić - miałam w końcu wyrywane włosy z miejsca intymnego, ale chwila męki (trwało to ok. 15 min.) była tego warta, bo owłosienie zaczęło wracać po 3 tygodniach. Pani Ewa poinformowała mnie również, że im częściej przeprowadza się ten rodzaj depilacji, tym włoski wychodzą łatwiej (z mniejszym bólem) i jest ich zdecydowanie mniej. Po zabiegu należy ograniczyć wizyty w saunie lub na siłowni przez ok 2 dni, bo jednak depilowane miejsce jest podrażnione.

Czy polecam - zdecydowanie tak, strach ma tylko wielkie oczy i warto czasem (nawet dla eksperymentu) udać się chociaż raz na woskowanie. :)




a tutaj specjalnie dla was zmontowane fragmenty ze snapa, jakie dodawałam w trakcie depilacji :) 
Jeżeli ktoś nie dodał mnie jeszcze na snapie to zachęcam: ininswetrust






Dres - SHEINSIDE




koszulka bulls - SHEINSIDE


Sukienka - WALKTRENDY


plecak - SHEINSIDE


Zmieniłam również kolor włosów o czym pewnie większość z was już wie - ja jestem bardzo zadowolona :) O procesie zejścia z ciemno-brązowych włosów do białego napiszę w osobnej notce, bo jak pewnie się domyślacie taka zmiana wymaga specjalnej pielęgnacji. 





Moje gimnazjalne bądź licealne podboje zazwyczaj kończyły się nową koleżanką, miast kolegą. Nie mogę powiedzieć, że narzekałam na brak powodzenia wśród płci przeciwnej! Miałam swoich adoratorów, ale no był to czas, w którym ewidentnie nie interesował mnie mężczyzna - absolutnie żaden.

Do tej pory zastanawiam się jak potoczyłoby się moje życie, gdybym w pierwszej klasie liceum zgodziła się na zaloty mojego dobrego kolegi z klasy - Filipa. Artysta, przystojny, grał na gitarze - prawdopodobnie dusza romantyka. Chadzaliśmy często na kawę po szkole, ale jeśli mam być szczera nigdy nie pomyślałam o nim w sposób inny niż przyjacielski. Myślałam, że ujawnienie mu mojej biseksualnej orientacji w zupełności wystarczy. Rozmowy o pośladkach kobiet mijanych na ulicy tym bardziej. Niestety okazało się, że moja asertywność po raz  kolejny przegrała i nie byłam w stanie zamknąć naszej relacji w friendzonie, tak by mój dobry kolega nie marnował czasu, a nasze dobre stosunki pozostały nienaruszone. Moja subtelność i kompletny brak wyczucia czasu znowu dał o sobie znać. Filip tuż przed sylwestrem, którego zresztą mieliśmy razem spędzić, zaprosił mnie na kawę do mojej ulubionej kawiarni. Usiedliśmy naprzeciwko siebie i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i niczym. Myślałam, że Filipowi mogę powiedzieć wszystko jak najdroższemu przyjacielowi i mi doradzi, dlatego wspomniałam o tym, że poznałam niesamowitą dziewczynę i że kręci mnie bardziej niż ktokolwiek inny. Nie zniechęciła mnie jego smutna mina - wydawało mi się, że się po prostu wczuł i przeżywał wraz ze mną spotkanie z tamtą panną. Był przecież artystą, a ci są bardzo empatyczni. Gdy zobaczyłam, że opuszcza głowę pomyślałam, że pewnie nudzi go mówienie o uczuciach, więc postanowiłam ożywić atmosferę opowiadając mu jak spędziłam czas z tamtą panną i do czego doszło. Spodziewałam się zainteresowania w oczach i wyciągania ze mnie najbardziej pikantnych szczegółów. Zamiast tego usłyszałam, że lubi mnie bardziej niż mi się wydawało. Nie będę jednak ukrywać, że mimo tak soczystego kosza i pewnego rodzaju upokorzenia, liczyłam, że Sylwestra spędzę głównie z nim. Myślałam nawet, żeby podejść do niego i go pocałować około godziny 00:00. Niestety uprzedziła mnie jakaś dziewczyna.

Potraktowałam to jako swoisty znak, że jednak powinnam skupić się na koleżankach, które ciągle przybywały i zaniechałam poszukiwań mojego potencjalnego męża. Nie zmieniło to jednak faktu, że kilkoro z nich przewinęło się jeszcze przez moje życie w sposób mniej lub bardziej wyraźny.

Zawsze traktowałam swój wianuszek z należytym szacunkiem w przypadku kontaktów z mężczyznami i wychodziłam z założenia, że ewentualny pan musi się o mnie dość mocno postarać. Nie dotyczyło to jednak Chorwata, który uwiódł mnie tanim chorwackim winem i zaproszeniem na romantycznego grilla na plaży nieopodal Splitu. Na swoją obronę mogę jedynie dodać fakt, że moja koleżanka również uległa jego koledze i nie byłam tą jedyną, której spodobał się śródziemnomorski urok. Obaj byli bardzo przystojni i dość dobrze zbudowani, chociaż ten mój miał raczej drobną budowę. Myślę, że nie przeżywałabym tej przygody tak długo (zwłaszcza, że dopiero po kilku tygodniach przypomniałam sobie jak mój chorwacki kolega ma na imię), ale wpadłam w stan błogosławiony - a raczej tak mi się wydawało. Już następnego dnia zastosowałam wszystkie antykoncepcyjne metody jakie znalazłam na forach typu kafeteria. Mimo mojej niemałej wiedzy w tym zakresie, potencjalna ciąża doprowadziła mój mózg do poziomu zbliżonego do fretki i popularne wypłukiwanie jakim raczyła się jedna z bohaterek "Galerianek" również zajęło honorowe miejsce wśród moich działań. Korzystając z dobrodziejstw XXI wieku, napisałam do wszystkich znanych mi koleżanek, które potencjalnie mogły kiedyś móc mieć taki problem. Każda z nich poradziła mi bym udała się do lekarza i poprosiła o tabletki 72h po. No cóż - pewnie w Polsce bym tak zrobiła, ale nie potrafiłam wyobrazić sobie siebie mówiącej coś podobnego za granicą, zwłaszcza, że nie wiedziałam czy w Chorwacji w ogóle istnieje taka możliwość. Kolejne dni mojej wyprawy na południe okazały się totalną porażką, bo jedyne o czym myślałam to jak to zakończę moje trywialne 20-letnie życie i zacznę zmieniać pampersy. Zalewały mnie zimne poty, gdy myślałam o moich imprezach z moimi potencjalnymi dziewczynami i ich potencjalnych minach, gdy będę wspominać, że muszę wracać do mojego potencjalnego domu, w którym czeka na mnie moja potencjalna opiekunka oraz potencjalne dziecko. Postanowiłam zagłębić się również w temat aborcji i przedyskutowałam sprawę z najbliższą mi wówczas przyjaciółką, ale nadal ciężko było wyobrazić mi sobie sytuację, w której w istocie dochodzi do ewentualnego zabiegu. Innym stresorem byli moi rodzice, którym nigdy w życiu nie wiedziałabym co powiedzieć i - mamo, jeżeli to czytasz - wybacz, no ale sama mówiłaś, że dupa pijana dupa sprzedana, a ja uczę się tylko na błędach. Po moim powrocie do Polski postanowiłam od razu zrobić test ciążowy - wyszedł negatywny, podobnie zresztą jak jakieś 30 kolejnych, które cyklicznie wykonywałam co kilka dni przez najbliższe 3 miesiące. Za każdym razem myślałam, że test jest zepsuty, bo pojawiły się u mnie poranne nudności. Moje pierwsze testy ciążowe musieli kupować mi znajomi - nie potrafiłam stanąć w aptece i poprosić o tak naprawdę najnormalniejszą w świecie rzecz, bo z mojej perspektywy każda aptekarka doskonale wiedziała jak do takiej sytuacji doszło i że było to wynikiem chorwackiego powietrza. Niestety moi znajomi szybko zrozumieli, że nie ma absolutnie żadnego sensu w kupowaniu kolejnych testów i pukali mnie w głowę, gdy tylko wspominałam o tym, że musimy jechać na Czechy zrobić aborcję. W końcu zebrałam się na odwagę i sama dokonywałam tych trudnych zakupów. Jeśli mam być szczera, trwałoby to pewnie całe 9 miesięcy, gdyby nie pewna leciwa już pani w aptece, która widząc mnie któryś z kolei raz z wypiekami na policzkach zapytała ściszonym głosem "to samo co zwykle?" i wyciągnęła spod lady baby-test.  Do dziś jestem jej za to wdzięczna, bo zapewne robiłabym te testy do skutku, czyli do momentu, aż w końcu trafiłabym na test wskazujący ciążę.












W ramach moich szafiarskich zapędów zapraszam was serdecznie na te stronę, z której mam powyższą bluzę, bo naprawdę jakościowo odróżnia się na tle większości sklepów, a mają tam naprawdę szeroki wybór ciuchów nawet dla takich chłopczyków jakimi jestem ja.